Urlop nad morzem

morze, jeziora, góry, Polska

Dominik - jarmarki

15 maj 2012r.

Kiedyś jarmarki były niezmiernie ważnym wydarze- niem w życiu kaszubskiej wsi. W dzień jarmarku żadna siła nikogo nie mogła zatrzymać w domu. Szczególnym powodzeniem cieszyły się jarmarki jesienne, na bydło i konie. Tkacze przy tej okazji sprzedawali płótno, garncarze garnki, bednarze beczki. Licznie przybywali na jarmarki „jarmarcznicy" — stra-ganiarze i... złodzieje. Ci ostatni mieli ponoć od jarmarków płacić podatek. Dzisiaj znowu jarmarki na Kaszubach wchodzą w modę. Od kilku już lat corocznie w sezonie letnim gospodarze Pucka organizują na miejskim rynku „Jarmark Kaszubski" z udziałem twórców ludowych i zespołów regionalnych,które występują pod gołym niebem. Również na Złotej Górze w powiecie kartuskim, we Wdzydzach w po- 92 wiecie kościerskim odbywają się takie imprezy cieszące się nie mniejszym powodzeniem niż dawniej te prawdziwe jarmarki. Tak jak kiedyś super -jarmarkiem jest jednak przede wszystkim ten gdański, sierpniowy — Dominik. Od wieku XIII odbywał się on co roku na skrzyżowaniu traktów między kościołem Św. Mikołaja a „Katarzynką". Tradycja ludowa powiązała go z krwawą rzezią dokonaną w 1308 roku przez Krzyżaków. W 1972 roku, z inicjatywy „Wieczoru Wybrzeża", wznowiono Dominika w scenerii „salonów najpiękniejszej" — przedproży uliczki Mariackiej i ulic sąsiednich. Jarmark ten obok handlowców gromadzi wszelką brać artystyczną: malarzy, rzeźbiarzy, twórców ludowych, artystów-rzemieślników. Jest barwny, gwarny i zabawny, można kupić na nim, lub przynajmniej obejrzeć, najróżniejsze dziwności. Od Dominików dawnych różni się jednak tym, że jest mniej jarmarczny. Oto wspomnienie Otylii Szczukowskiej (patrz pod S) o Dominikach, jakie bywały kiedyś, w latach jej dzieciństwa: „Na Dominika z całych Kaszub jechano do Gdańska brykami i dużymi wozami drabiniastymi po zakupy. Gospodarze zaopatrywali się przy tej okazji we wszystko, nawet w prezenty gwiazdkowe dla czeladzi, przeważnie w postaci ciepłej odzieży. Dominik pierwotnie odbywał się na Placu Dominikańskim koło 1> kościoła Św. Mikołaja. Później, jak miejsca zabrakło, przeniesiono Dominiki za Bramę Żuławską. Pamiętam wesołe miasteczko i pamiętam, jak ze zgrozą stałam przed gabinetem »Damy bez podbrzusza«. Nie wiem, jak dama ta wyglądała, bo dziecku nie wolno tam było wejść. Za to kręciłam się na młynie diabelskim z żałosnym skutkiem... Przy jakiejś budzie wygrałam wspaniały czerwony pluszowy album do fotografii, z okuciami z błyszczącej blachy. Byłam zachwycona. Ale właściciel budy namawiał, żeby jeszcze raz grać; jeżeli wygram, nie tylko album będzie mój, dostanę jeszcze coś poza tym. Przegrałam i przepadło wszystko. Świetne były te co najmniej tygodniowe wyprawy do Gdańska na Dominika, atrakcja nie mniejsza od pielgrzymek do Wejherowa..."

ocena 4,8/5 (na podstawie 4 ocen)

wczasy, gdańsk, jarmark dominikański